Triathlonowe podsumowanie roku 2017

Piąty „triathlonowy” rok za mną. Ciekawy, bo z sukcesami, ale zarazem nie w pełni zasłużonymi – bo wszystkiego było mniej.

Rachunek sumienia

Zacznę od końca, czyli zeszłorocznego podsumowania, gdzie wypunktowałem 5 rzeczy do realizacji w 2017 roku.

  1. Kupić wózek biegowy – zaliczone.
    Wózek pojawił się już w styczniu i był to znakomity zakup.
  2. Zaliczyć kolejny maraton – zaliczone. I to jak!
    Nietypowo, bo w ramach sztafety Ironmana, ale dystans 42,2 km pokonany.
  3. Spróbować sił w duathlonie – zaliczone.
    I do powtórki w 2018 roku.
  4. Poprawić życiówkę na 5 i 10 km – zaliczone.
    Na 5 km minimalnie, ale jednak. Na 10 km dość wyraźnie.
  5. Zabrać się za to cholerne pływanie – niezaliczone.
    Co prawda pod koniec roku zapisałem się na zajęcia z trenerem, ale generalnie w kwestii pływania zaliczyłem regres.

 4:1. Bardzo przyzwoity wynik.

Najważniejsze liczby roku:

  • 1– kontuzja. Na szczęście drobna, trwająca tylko tydzień, ale pechowo przyszła w kluczowym momencie – podczas maratonu.
  • 1 – debiut. W duathlonie. Trudniejszy niż się spodziewałem, ale udany.
  • 2 – podia. W ciągu zaledwie tygodnia 2-krotnie stałem na podium. Pierwszy raz w życiu. Absolutnie niebywałe i niespodziewane.
  • 4 – życiówki. W bieganiu na dystansach 5 km (19:51 min), 10 km (41:30 min) oraz na Wings For Life (34 km). Do tego poprawiona życiówka na 1/4 IM – 2:24:33h
  • 19 – startów. 6 w triathlonie, 1 kolarski i 12 biegowych.
  • 1000 – tylu fanów nasz facebookowy profil osiągnął dokładnie w Wigilię. świetny prezent 😉
  • 197 tysięcy – spalonych kcal. Niby dużo, ale zarazem o 60 tysięcy mniej niż rok wcześniej. A to aż 110 czekolad 😉

Pokonane dystanse:

  • Bieganie – 1371 km.
    Sam byłem zaskoczony, bo niemal udało się powtórzyć zeszłoroczny wynik (1406 km).  Do tego wiele z tych kilometrów pokonanych we dwójkę – z Jasiem na pokładzie.
  • Rower – 1143 km.
    W zeszłym roku było słabo (2264 km), a teraz to już szokująco mało. W dużej mierze wpływ na to ma porzucenie roweru jako transportu do pracy (na rzecz auta, ze względu na zawożenie Jasia do żłobka). Do tego weekendowe treningi ograniczone do krótkich przejazdek.
  • Pływanie – 32 km.
    W zeszłym roku pisałem, że 73 km to śmiesznie mało. Teraz to śmiech przez łzy.
  • Spinning – 42 h
    Tu również mniej niż rok wcześniej – o 14 godzin.

Patrząc na te liczby, nie wiem w jaki sposób udało mi się osiągnąć tegoroczne rezultaty 😉

The best of 2017

Największy sukces – zwycięska Sztafeta Full IM w Malborku

Pierwsze pudło w karierze i to od razu na najwyższym stopniu. Fakt, że konkurencja nie była mocna, ale nikt nikomu nie bronił wystartować 😉 Sztafeta spisała się świetnie, ja zrealizowałem przy okazji swój coroczny cel (przebiec maraton) oraz poczułem smak zwycięstwa. Do pełni szczęścia zabrakło tylko życiówki na królewskim dystansie, ale tu na przeszkodzie stanęła wspominana na wstępie kontuzja.

Największa porażka – marazm

Z tym punktem miałem problem, co jest pozytywnym aspektem. Przeanalizowałem najpierw wszystkie tegoroczne starty i nic. Żadnej wtopy, rozczarowania. Wszystko udało się zrealizować zgodnie z oczekiwaniami lub lepiej. Dlatego jako największą porażkę muszę przyjąć generalny spadek liczby treningów (po całości) oraz motywacji. Co prawda to pierwsze wynikało z tego, że coraz więcej czasu spędzam z Jasiem, a dodatkowo współdzielę czas na treningi z Olą. Ale nie da się ukryć, że pojawiło się też znużenie i motywacja do treningów spadła.

Największe zaskoczenie – wynik na Wings For Life 2017

WFL to bieg, w którym samemu wyznacza się sobie metę. Ja bazując na trzech poprzednich startach i aktualnym wytrenowaniu określiłem cel na 30 km. Do tej pory nie wiem jakim sposobem, ale wyszło, a właściwie wybiegło 34,16 km. Nigdy tak bardzo nie przestrzeliłem się z założeniami na start i do tego na plus. Fajnie byłoby kiedyś maraton pokonać o te 14% szybciej niż zakłada plan 😉

Najciekawsze wydarzenie – Madera w triathlonowym stylu

Tu miałem zgryz pomiędzy wypadem na dwie świetne wyspy na literę M – Maltę oraz Maderę. Na tej pierwszej udało nam się spędzić przyjemny urlop i wspólnie pokonać półmaraton (z życiówką Oli i debiutem Jasia na tym dystansie).  Jednak ta druga wyprawa wiązała się z innym sukcesem – wygraną w konkursie Profilu Aktywnego, dzięki której udało nam się zwiedzić Maderę w triathlonowym stylu.

Relacje z tego wydarzenia zajdziecie tutaj: www.triofus.pl/relacja/madera-triathlonowym-stylu/

A wersja TL;DR w formie wideo:

https://www.facebook.com/TRIofUS/videos/1282072495249312/

Plany na 2018 rok.

Nie jestem fanem postanowień noworocznych, ale na pewno warto zaplanować kilka rzeczy, by mieć motywację do ich realizacji. W moim przypadku będzie to:

  1. Zabrać się (wreszcie) za to pływanie
  2. Zaliczyć fajną wyprawę z cyklu Run&Travel
  3. Poprawić życiówkę w (pół)maratonie
  4. Zacząć korzystać z trenażera
  5. Wskoczyć na podium w zawodach.

Uda się? 😉