TRIATHLONOWE PODSUMOWANIE ROKU 2016

Długo zastanawiałem się, czy pisać ten tekst. W końcu stwierdziłem, że warto nawet dla samego siebie. Za rok, dwa lub pięć lat chętnie wrócę do takiego podsumowania. A poza tym, ten rok był dla mnie tak wyjątkowy, że zdecydowanie zasługuje na to, by go podsumować w kilku liczbach i słowach.

Najważniejsze liczby roku:

  • 0 – kontuzji. Po raz drugi udało się utrzymać taką statystykę i oby tak pozostało w 2017 roku.
  • 1 – nowy członek Tri Of Us.
  • 3 – debiuty. W triathlonie na dystansach 1/10 IM oraz olimpijskim. Do tego pierwsza sztafeta w 1/4 IM.
  • 4 – życiówki. W bieganiu na dystansach 5 km (19:52 min), 10 km (42:11 min) i w półmaratonie (dwukrotnie poprawiana – 1:34:59h i 1:34:12h). W triathlonie niezła poprawa na dystansie 1/2 Ironman w Gdyni – 5:16h
  • 17 – startów. 6 w triathlonie i 11 biegowych.
  • 30 – lat. Wkroczenie w 4-tą dekadę życia mnie nie martwi, ale w silnie obsadzoną kategorię M30 już trochę bardziej 😉
  • 260 tysięcy – spalonych kcal. To tyle co pińcet czekolad! Albo 130 tysięcy tic-taków. Strach pomyśleć jak bym wyglądał, gdybym tyle nie palił 😉

choinka

Pokonane dystanse:

  • Bieganie – 1406 km.
    Jak na biegacza to przeciętny wynik. Jak na triathlonistę całkiem, całkiem. Korcą mnie wydarzenia typu 2017 km w 2017 roku, ale patrząc realnie, to jednak zbyt daleko 😉
  • Rower – 2264 km.
    Słabo. Wraz z pojawieniem się Jasia nie było niemal szans na kilkugodzinne weekendowe szosy. Zamiast tego zostały szybkie wypady i kolarstwo stacjonarne.
  • Pływanie – 73 km.
    Z jednej strony więcej niż rok temu i dwa razy więcej niż dwa lata temu, ale to nadal śmiesznie mało.
  • Spinning – 56 h
    Przyjmując, że godzina kręcenia na rowerze stacjonarnym to jakieś 25 km, to do licznika rowerowego mogę dopisać 1400 km, choć fizycznie nie przemieściłem się ani o centymetr.
  • Trening uzupełniający – XX godzin
    Ciężko to zliczyć, ale w tym roku dość konkretnie uzupełniłem trening podstawowy o streching, propriocepcję, body bar i inne cuda.

Asia22

A teraz czas na zwycięzców w swoich kategoriach:

Największy sukces – Ironbaby

Nawet gdyby udało mi się wygrać Ironmana na Hawajach, to ten punkt nie mógłby wyglądać inaczej. Zostanie ojcem i przyjście na świat Jasia, to z pewnością największy sukces minionego roku, choć mierzący wówczas zaledwie 55 cm – tyle co rama w mojej szosówce. To wraz z jego pojawieniem się zmaterializowała się idea Tri Of Us, a nasze życie może nie stanęło na głowie, ale dość radykalnie się zmieniło.

Ze sportowego punktu widzenia nie da się ukryć, że wszystko stało się teraz trudniejsze. Treningi (przed kąpielą czy po kąpieli Młodego?). Regeneracja (trener coś mówi o wysypianiu się). Wspólne treningi z Olą (dobra, to teraz ty leć, a ja pobiegam o 22, albo wstanę rano). Wspólne starty (kto popilnuje Jasia, gdy oboje będziemy na trasie?). Wszystko to jednak nic, w porównaniu z ogromem radości i satysfakcji, jaki każdego dnia zapewnia ten mały , wielki człowiek. Powroty z pracy stały się przyjemniejsze, dzień bez treningu przestał brzmieć jak koszmar, a uśmiechać się zacząłem z 5x więcej, choć do ponuraków nigdy nie należałem 😉

Więcej na ten temat tutaj.

Największa porażka – Poznań Triathlon

Cały Challenge Poznań 2016 to główny faworyt do triathlonowej porażki roku. Na mojej prywatnej liście też nie mogło go zabraknąć, choć mój start nie był porażką, ale na pewno największym rozczarowaniem. Ilość wpadek przy organizacji była tak duża, że można by nimi obdzielić kilka innych imprez. Ja sam też zaliczyłem wtopę (również dzięki pomocy organizatora) przez co mój debiut na dystansie olimpijskim nie wyszedł mi tak dobrze, jak się zapowiadało. Ale jeśli tylko tak mają wyglądać moje porażki, to nie mam nic przeciwko kontynuacji tego trendu w kolejnych latach.

Więcej na ten temat tutaj.

Największe zaskoczenie – biegowa życiówka na 10 km w ramach sztafety 1/4 Ironman w Kórniku

Często przed startem (albo i nawet w trakcie) po cichu liczę na to, że może uda się poprawić życiówkę na danym dystansie. Jednak tego dnia absolutnie tego nie zakładałem. No bo jak tu liczyć, że uda się poprawić zeszłoroczny rezultat z szybkiej trasy u Szpota w Szwarzędzu, pokonując ten dystans w ramach sztafety triathlonowej? I to na dodatek zaledwie kilka godzin po starcie na dystansie 1/10 Ironman! A jednak w Kórniku udało się wygenerować z siebie dodatkowe pokłady energii i poprawić życiówkę o 19 sekund. Nie byłoby tego, gdyby nie sztafeta i świetne starty kolegów ze Zgrupka Team. Gdybym biegł solo, to motywacja byłaby dużo mniejsza.

Więcej na ten temat tutaj.

Najciekawsze wydarzenie – Run and Travel, czyli Lisboa Marathon

Wydarzenie, którego miało nie być. Z racji przyjścia na świat Jasia, w 2016 roku nie planowałem żadnego maratonu ani połówki Ironmana. Plany „pokrzyżowała” mi Ola, która na urodziny sprezentowała pakiet startowy na maraton w Lizbonie.

Wydarzenie pełne debiutów – pierwszy bieg poza granicami kraju, pierwszy lot z Małym, pierwszy raz w Portugalii, pierwszy bieg od punktu A do B. Debiut wypadł bardzo udanie i choć do życiówki zabrakło 10 minut (a było 21 stopni więcej niż podczas jej bicia), to całą imprezę oraz wypad do Portugalii zdecydowanie zaliczam do najciekawszego wydarzenia roku. A model run and travel z pewnością będziemy kontynuować – pakiety na marzec już kupione 🙂

To tyle z podsumowania 2016 roku, a żeby było do czego dążyć i się samorozliczyć na koniec 2017 roku, to jeszcze zostały…

Plany na 2017 rok:

  1. Kupić wózek biegowy
  2. Zaliczyć kolejny maraton
  3. Spróbować sił w duathlonie
  4. Poprawić życiówkę na 5 i 10 km
  5. Zabrać się za to cholerne pływanie