Poznań Triathlon, czyli „ja tu widzę niezły burdel!”

Z tegorocznym Poznań Triathlonem było trochę jak z socjalizmem – trzeba było się bohatersko zmierzyć się z trudnościami nieznanymi na żadnych innych zawodach. I nie mam tu na myśli wysiłku związanego z poszczególnymi etapami, czy nawet towarzyszący imprezie system kolejkowy.

„Muszę stwierdzić, że więcej zajęło mi stanie w kolejkach, niż sam start w zawodach. A nie był to start wybitnie udany”. Ten cytat zasłyszany od jednego z zawodników świetnie oddaje jeden z głównych problemów związanych z organizacją. Osobiście stałem w długich – tzn. minimum kilkunastominutowych kolejkach do:

  • odbioru pakietu startowego
  • wprowadzenia roweru do strefy zmian
  • „wprowadzenie” worka RUN do strefy T2 (to było najbardziej kuriozalne)
  • masażu
  • depozytu (ta była bodaj najdłuższa)
  • autobusu z Placu Wolności na Maltę
  • po odbiór roweru

Gdyby to zliczyć, to faktycznie ponad 2h lekko wyjdzie. To co widzicie poniżej, to jedna, potrójnie zakręcona kolejka! Ale po kolei…

kolejka

Obszerniejsza lista plusów i minusów imprezy znajduje się na dole tekstu.

Wprowadzenie

Poznań Triathlon to dla mnie impreza szczególna. Były to pierwsze (jakiekolwiek) zawody, w których wziąłem udział. Nigdy wcześniej, nie startowałem nawet jakimś kameralnym biegu na 5 km. Swoje życie postanowiłem odmienić z grubej rury – stąd blisko 4 lat temu zdecydowałem się na start na 1/4 na LOTTO Poznań Triathlon. Rok później powtórzyłem ten dystans – ponownie na rowerze trekkingowym. W ubiegłym roku zdecydowałem się zrobić tu pierwszą 1/2 IM w życiu. Tym razem padł wybór na debiut na dystansie olimpijskim. Tym trudniej jest napisać mi tę relację z zawodów, w której po prostu nie może zabraknąć wielu gorzkich słów.

cover

Każde zawody cechują się jakimś „ale”. Zwłaszcza, jeśli organizuje je Endusport 😉 W zeszłym roku w Poznaniu zabrakło koszulek i plecaków. Niedawno w Sierakowie było zamieszanie z bojkami i rekompensatami. Jednak tegoroczna edycja Poznań Triathlon ilością „ale” przebiła chyba ilość żeli tejże marki rozdawanych na trasie.

kolejka 2

Początek kontrowersji sięga… maja 2015 roku kiedy ruszyły zapisy. 14 miesięcy przed startem. Ceny – absolutnie najwyższe w Polsce. Cały dystans kosztował wówczas 999 zł. Potem było tylko drożej. Następnie okazało się, że w związku z wykopaliskami nie ma co liczyć na strefę T2 przy Placu Kolegiackim w pobliżu Rynku. Ale prawdziwa bomba wybuchła zaledwie 2 tygodnie przed starem. Organizatorzy, w związku z pielgrzymką musieli ulec Kurii i zmienić trasę biegu. Start „połówki” przesunięto z godziny 9 na 12, a dystans półmaratonu spuchł do 24 kilometrów. Z tego ostatniego na szczęście po fali krytycznych komentarzy udało się wycofać. Widać już było, że organizacja tak dużej imprezy, do której dodano nie tylko pełen dystans, ale i rangę Mistrzostw Europy, zaczyna przerastać organizatorów. Wtedy jeszcze jednak nie było wiadomo jak bardzo…

Relacja

Zawody na dystansie sprintu i olimpijskim odbywały się w sobotę. Dzień później 1/2 i pełny Ironman – po raz pierwszy organizowany w Poznaniu. Po odbiór pakietu i na odprawę pojechałem w piątek po 18ej. Miałem nieco wcześniej, ale jeden z Tri of Us -3 miesięczny już Jasiu zaczął nieco marudzić i trzeba było go poanimować. Na miejsce przyjechałem 30 minut przed odprawą – w poprzednich latach pojawiałem się podobnie, ale tym razem wiedziałem, że nie ma szans bym na nią zdążył. Kolejka była ogromna. Na miejscu spotkałem kilku znajomych ze Zgrupka Team. Było sporo czasu, by podyskutować. W międzyczasie zadzwonił też trener Skiba, z ostatnimi wskazówkami przed startem i dawką pozytywnego nastawienia.

odprawa

Odbieram pakiet. Organizatorzy nie zdradzali jego zawartości, ale spodziewałem się miłego zaskoczenia. Niestety. W środku nic specjalnego. Opakowanie jeszcze gorsze. Zamiast świetnej torby jak w zeszłym roku – worek na kapcie. Na odprawie pojawiłem się około 19:20. Potem szybko poleciałem z rowerem do strefy zmian, by uniknąć kolejek. Rower zawisł na wieszaku, zrobiłem jeszcze szybkie rozeznanie jak wygląda strefa T1 i leciałem do domu, bo za chwilę miał się rozpocząć koncert Taco Hemingwaya, a musiałem dać zmianę w domu drugiej z Tri of Us – Oli, żeby mogła na niego przyjechać.

przed

Start na dystansie olimpijskim

W sobotę pojawiłem się na miejscu o 9 rano, gdy otwarto strefę T1 dla dystansu olimpijskiego. Z wody wychodzili akurat ostatni zawodnicy na dystansie sprinterskim. Po dopompowaniu roweru i zawieszeniu worków w strefach T1 i T2, poszedłem na rozgrzewkę biegową. Tuż przed 10-tą na miejsce dotarła Ola z Jasiem – mój najwierniejszy sztab kibiców 🙂 Chwilę później leciałem już w okolice startu, bo moja fala startowała o 10:20.

Ola

Pływanie

Etap pływacki na Poznań Triathlon co roku wygląda inaczej. Tym razem płynęliśmy wzdłuż lewego brzegu, a wracaliśmy wzdłuż prawego. Woda klasycznie nieprzeźroczysta, nieco zimna, ale bez dramatu. Na szczęście nie było fal (tych na wodzie), bo fal startowych nie brakowało – moja kategoria wiekowa została rozbita aż na 5 tur.

T1a

Większość zawodników mocno ścieśniła się na starcie co oznaczało tylko jedno – pralkę. Na szczęście dość szybko stawka się rozciągnęła i obyło się bez przepychanek. Choć w pewnym momencie dostałem z pięty takiego kopniaka, że zacząłem sprawdzać językiem komplet uzębienia. Na metę dopłynąłem jednak w całości w czasie 31:28 – zgodnie z założeniami.

T1

Po wyjściu z wody nie kierujemy się do strefy z rowerami, tylko pierw na wieszaki po swój worek z rzeczami na etap rowerowy. Siadamy następnie na ławce, ściągamy piankę, wrzucamy rzeczy do worka, to co z niego wypadło nakładamy na siebie i lecimy po rower. Ja w pośpiechu nie zauważyłem, że w środku zostawiłem okulary i cały etap rowerowy przejechałem bez nich.

T1b

Chwytam rower i biegnę ku wyjściu ze strefy. Kilka metrów przed sobą widzę Łukasza, który dużo lepiej ode mnie pływa. Myślałem, że odstawi mnie na parę minut. Okazało się, że tak właśnie było, ale w strefie ktoś… podwędził jego rower! Na szczęście po chwili nieogarnięty zawodnik przybiegł z jego sprzętem i zabrał swój, który stał kilka wieszaków dalej.

Rower

Trasa rowerowa dla odmiany od lat jest taka sama (z wyjątkiem zeszłego roku, gdy jej początek był na ul. Baraniaka). Tym razem standardowo wjeżdżaliśmy na ul. Warszawską i lecieliśmy do Kostrzyna na nawijkę i z powrotem. Nie martwiło mnie słabsze tempo w jedną stronę (32 km/h), bo wiedziałem, że powrót będzie nieco z górki i będzie można podciągnąć średnią. O to, żeby podciągnąć czas etapu rowerowego zadbali z kolei organizatorzy, którzy źle zmierzyli trasę i zamiast 40 km, miała niemal 10% mniej. Później tłumaczyli to tak – z informacją o przeprowadzonej korekcie nie zdążyliśmy poinformować zawodników na czas. Aha.

rower kosciol

T2

Stefa T2 była ekspresowa. Rowery odbierali od nas wolontariusze, tuż za linią końca trasy. Potem biegło się około 100 metrów do wieszaków, gdzie czekały buty biegowe. Podmianka obuwia, zrzucenie kasku do torby i mamo idę pobiegać! Całość zajęła zaledwie minutę z hakiem. Patrzę na czas – 1:43h. Czyli mam aż 47 minut by przebiec 10 km i zrobić zakładany czas.

T2

Bieganie

Mając zapas czasowy planowałem pobiec na 45 minut, czyli w tempie 4:30 min/km. Przez pierwsze 3 km tak właśnie biegłem. Po wbiegnięciu na ulicę JP2 podłączyłem się pod grupkę biegaczy i tempo nieco wzrosło. Po 5 kilometrze skręt i lecimy na Kontenery. Punkt odżywczy, biorę wodę i żel i biegnę za ekipą.

rozbieg

Zaczynam się zastanawiać nad skrętem na pętlę, bo przecież mieliśmy biec na Most Rocha, ale nie widziałem żadnych oznaczeń. Widząc panujący chaos zakładałem, że przesunięto go gdzieś w okolice Garbar. Jednak po przebiegnięciu tej ulicy myślę sobie, że coś mocno nie gra. Pytam gościa biegnącego obok, kiedy ta pętla – ja już robię drugie kółko, rozwidlenie było 700 metrów wcześniej. FUUUUUCK. Muszę wracać, choć jestem już prawie na Rynku. Po drodze widzę zaskoczone miny stewardów, którym tłumaczę, że źle pobiegłem. Odpowiada ktoś – nie ty jeden.

rozwidlenie Poznań Triathlon
„Profesjonalne” oznakowanie trasy w krytycznym punkcie, połączone ze strefą żywieniową, żeby było jeszcze trudniej się połapać.

Dobiegam w końcu do rozwidlenia i wściekły dziękuję wolontariuszom, którzy sobie radośnie rozmawiają za informację o trasie biegu. Usłyszał to szef Zgrupka Luboń, który widząc co się dzieje uwagę zwrócił dużo dosadniej i przyniosło to efekt. Po zrobieniu pętli i powrocie do tego punktu widziałem już znak, który stał przed a nie za skrzyżowaniem (kto w ogóle na to wpadł???) i wolontariusza, który głośno krzyczał – kółko prosto, meta w prawo! Szkoda, że dopiero teraz…

meta

Przez taki obrót spraw siadła mi nie tylko psychika, ale i tempo. Zamiast 4:30 trzymałem ledwie 4:50 min/km. Spoglądam na zegarek – 10 km biegu – czas 2:28. Byłbym już zapewne na mecie. Jednak na imponująco wyglądającej mecie melduję się dopiero 6 minut później, po przebiegnięciu ponad 11 km. Znajomi, którzy widzieli mnie na trasie pytają co się stało, że tak spadłem? Wywróciłeś się? Skurcz? Spuchłeś tak bardzo? Nie umiałem nawet odpowiedzieć o moim głupim błędzie.

Finisher

Na mecie zamiast zadowolenia ze startu, gotowała się we mnie mieszanina wkurwienia (także na samego siebie) i żalu. Słysząc co mnie spotkało, Jasiu rozpłakał się i Ola musiała uciekać z nim do domu 😉 Miałem nadzieję, że szybko do nich dołączę, ale kolejne 4 kolejki (masaż, depozyt, autobus, rower) zweryfikowały i te plany czasowe.

finisher

Plusy dodatnie

  • cena – dla sprintu i olimpijki była przyzwoita.
  • meta – strefa mety z trybunami i przebiegiem przez fontannę robiła na wszystkich wrażenie.
  • kibice – jak zwykle poznaniacy dopisali. Czuć było wsparcie, transparenty i oklaski, które niosły. Dzięki!
  • prestiż – jakby nie patrzeć, do Poznania zawitały Mistrzostwa Europy
  • punkty odżywcze – bardzo dobrze zaopatrzone. Niczego nie brakowało. No może żeli na trasie kolarskiej.
  • możliwość długiego pozostania w strefie zmian przed startem – trzeba było ją opuścić najdalej o 9:45 – niedługo przed startem.
  • system workowy – ma swoje plusy i minusy, ale moim zdaniem ma więcej zalet, dlatego ląduje tutaj.
  • pogoda – obawiałem się upału, ale rano zrobiło się pochmurno, temperatura spadła i była blisko ideału.

Plusy ni to dodatnie, ni to ujemne

  • stefa finishera – smaczna pizza, pyszne piwo. Poza tym ciasno, wąsko i brak klimatu. Nie było leżaków, basenów, czy innych elementów, gdzie można było poczilować po starcie.
  • trasa biegowa – świetny finisz oraz fajny przebieg przez Rynek. Ale reszta taka sobie. Jeszcze gorzej było na dystansie 1/2 i pełnym, gdzie było sporo kręcenia, pętli, żużlu itp. Ale może lepsze to niż kręcenie się wokół jeziora. Kwestia upodobań.
  • informator o strefach zmian – konkretny, ze zdjęciami, dużo rozjaśnił. Tylko dlaczego powstał zaledwie kilka godzin przed startem?

Plusy ujemne

  • kompletna dezinformacja – wykluczające się informacje w oficjalnych źródłach, brak odpowiedzi na pytania
  • brak weryfikacji PROsów – zawodnicy PRO, jadący na MTB i robiący olimpijkę w ponad 3h? Seriously?
  • trasa kolarska – dość szybka i płaska, ale miała niecałe 37 km. W niedziele organizatorzy byli zdziwieni tą informacją, bo przecież mierzyli GPSem i wychodziło 40km. W poniedziałek już twierdzili, że wiedzieli, ale nie zdążyli poinformować zawodników. Faktycznie, napisanie chociażby posta na FB zajęłoby całe wieki.
  • racebook – bardziej przypominał katalog reklamowy, niż zbiór najważniejszych informacji. W sytuacji, gdy polityka informacyjna to największy problem zawodów, to duży minus.
  • złe oznaczenie trasy – sam przez to straciłem koło 8 minut, a nie byłem jedyny, który błądził i musiał zawracać. To samo działo się na etapie rowerowym i biegowym w niedzielę.
  • wolontariusze – co do nich samych nie ma zastrzeżeń. Byli, pomagali jak mogli. Ale często nie mogli pomóc, bo po prostu nikt ich nie poinformował, gdzie są, kiedy mają się spodziewać biegaczy, gdzie jest punkt odżywczy, jak biegnie trasa. Nie znali podstawowych informacji.
  • pakiet startowy – potrafi zaskoczyć na plus lub na minus. Tym razem był ubogi na tle zeszłorocznych. Zamiast plecaków czy toreb, worek na kapcie do przedszkola. To chyba miało symbolizować sposób, w jaki postrzegają nas organizatorzy.
  • logistyka – przeniesienie mety na Plac Wolności sprawiało, że trzeba było pokonać potem te 5 km z powrotem na start, w celu odebrania swoich sprzętów. Dla kogoś, kto zrobił 1/2 czy pełen dystans, to jedna z ostatnich rzeczy na jaką ma ochotę.
  • brak nadzoru – wiele osób było w szoku, że odbierając worki z etapów pływackich i rowerowych po prostu się wchodziło do hangaru, brało worek i wychodziło. Ciekawe ile pianek i kasków zmieniło właścicieli. To samo z rowerami. Sędziowie pilnowali, by za dużo osób nie weszło od strefy, ale o to czy wyprowadzam swój rower, czy może podwędziłem jakąś wypasioną czasówkę to już nikt się nie martwił. A przecież 2 lata temu skrupulatnie to sprawdzano, robiąc nawet zdjęcia przy wyjściu.
  • system kolejkowy – jak na wstępie tekstu. Są nieuniknione, ale jak okraja się liczbę osób obsługujących, to nic dziwnego, że są dłuższe niż w poprzednich latach.
  • bezpieczeństwo – nie znam szczegółów, ale słyszałem o skasowanym przez auto rowerzyście i innych niebezpiecznych sytuacjach. Sam ledwo wyhamowałem przed autami na Garbarach i musiałem czekać parę sekund aż przejadą.
  • odprawa – ze względu na ogromne kolejki przy odbiorze pakietów, wiele osób nie zdążyło na odprawę. Ja spóźniłem się 20 minut i już nie miałem szans, żeby wejść do namiotu, który był po prostu za mały.
  • usuwanie komentarzy – zawodowo zajmuje się nowymi mediami i takie akcje jak usuwanie komentarzy czy blokowanie użytkowników drażnią mnie cholernie. A sytuacja była powszechna. Wystarczyło grzecznie, ale ironicznie bądź dosadnie skrytykować organizatorów i ban. Sam tego doświadczyłem. Chowanie w głowy w piasek, zamiatanie brudów pod dywan. Nie tędy droga.
  • zamieszanie  z otwarciem stref – w jednym oficjalnym źródle podawano, że max do 7:30, w drugim że do 9:45. Różnica ogromna, a część osób przyszła wcześnie rano i potem czekała 3h na start.
  • ignorowanie konstruktywnej krytyki – brałem udział w pierwszych edycjach triathlonu w Bydgoszczy czy Kórniku i organizatorzy popełnili znacznie mniej błędów, niż mocno doświadczony Endusport. Mam nadzieję, że po takiej serii porażek, w końcu się ogarną i wyciągną wnioski.

Lista ta dotyczy startu na dystansie olimpijskim. Zapewne część rzeczy się pokrywa, a część można by dodać – na czele z ultrawtopą i 20% krótszą trasą pływacką na pełnym dystansie, czy 18% dłuższym biegu na sprincie.

Podsumowując

Fot. Fabryka Triathlonu
Fot. Fabryka Triathlonu

Poznań Triathlon dla mnie ma jedną zasadniczą zaletę – jest w Poznaniu. 4 km od domu. Przy sporej logistyce związanej ze startami w triathlonach, to duży bonus. Ale czy wystartuję w przyszłym roku? Nie mam pojęcia. Coraz więcej osób deklaruje, że na zawsze podziękuję Poznaniowi i innym imprezom organizowanym przez Endusport. Ja się na organizatorów nie obrażam, choć czuję duży niesmak, za to jak potraktowali swoich klientów. Na razie decyzję o 5-tym z rzędu starcie w swoim mieście odkładam i będę się przyglądał krokom organizatorów.

Sorry, za tak długi tekst, ale musiałem odreagować i wyrzucić to z siebie. A na FB imprezy nie mogłem, bo usuwają moje komentarze 😛

A jakie są Wasze odczucia? Planujecie wystartować tu za rok? Może dopiszecie coś w komentarzu poniżej do listy plusów i minusów – zwłaszcza na innych dystansach?